Zapowiedź: Karolina Bruchnicka czyli tytułowa „Córka trenera” gościem Seansu Psychologicznego

28.03.2019

Karolina Bruchnicka, aktora grająca główną rolę w filmie Łukasza Grzegorzka „Córka trenera”, jedna z dziewczyn w dyplomowej produkcji wydziału aktorskiego łódzkiej „filmówki” – „Monument” Jagody Szelc, aktorka w spektaklach: „Przebudzenie wiosny” Teatru Studyjnego w Łodzi oraz ‚”Po nas choćby kosmos” Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu była gościem w gabinecie psychologa Roberta Milczarka z Seansu Psychologicznego.
Niebawem będzie można obejrzeć całość rozmowy o związkach psychologii i aktorstwa na naszym kanale.
Zapraszamy

Monument: transowa podróż między światami.

21.10.2018

Tytuł recenzji psychologicznej mówi o filmie już wystarczająco dużo.
Dlatego o fabularnej stronie filmu Jagody Szelc, będącego jednocześnie dyplomem aktorów Wydziału Aktorskiego PWSFTViT w Łodzi więcej słów nie padnie.
Film został pokazany w ramach programu 9. Festiwalu Kamera Akcja organizowanego w naszej łódzkiej „filmówce”.

Jakie skojarzenia filmowe wywołuje „Monument”?

Ze względu na styl opowiadania, w którym można dostrzec motywy symboliczne (m.in. tytułowy monument), znaki ukryte w poszczególnych scenach, obecność postaci i zjawisk, które logicznie nie wpisują się w linię narracji, „Monument” może wywoływać emocje znane z „Lost Highway” i „Mullholland Drive” Lyncha, czy „Pikniku pod Wiszącą Skałą” Weira lub „Lśnienia” Kubricka.

Jednocześnie film Jagody Szelc trudno kategorycznie przyporządkować jako kino gatunkowe, ponieważ reżyserka płynnie miesza style i bawi się konwencją, wywołując u widza (na pewno u męskiej części Seansu Psychologicznego, który widział film i pisze aktualnie na jego temat) zainteresowanie tym co widać na ekranie, pomieszane z konfuzją, która szuka odpowiedzi na pytanie: „o co tu właściwie chodzi?”, przez napięcie wynikające z narastającego poczucia, że jest tu jakaś tajemnica, aż do zmęczenia fizycznego transem obserwowanym na ekranie, ku finałowi i zaskoczeniu, które wywołuje.
Takie kino może wciągać lub odrzucać. Tak czy inaczej wywoła emocje.

To co psychologicznie ciekawe w wizji reżyserskiej Jagody Szelc to praca transem oraz z nieświadomością, snem, głęboką pracą z ciałem i budowaniem prawdziwego kontaktu z własnymi emocjami.
Napisy końcowe potwierdzają, że aktorzy korzystali z profesjonalnego coachingu aktorskiego w tym zakresie (Anna Skorupa), co widać w wielu scenach epizodycznych oraz w głównej osi narracyjnej filmu i jego konwencji wizualnej.

Świat wykreowany w „Monumencie” balansuje na pograniczu snu i jawy, tego co świadome  oraz nieświadome, psychodelicznego transu i wprowadzania ciała w ruch, uruchamiającego skrajne emocje.
Mechanizmy psychologiczne, które zostały wymienione oddziałują na emocje i nieświadome skojarzenia widza, dzięki czemu mogą wywoływać skrajne odczucia od zainteresowania i zdziwienia, do złości czy wręcz odrzucenia.
Taka jest siła transu, który omija to co świadome, docierając do pokładów emocjonalnego postrzegania tego co widzimy na ekranie.
Takie zmysłowe postrzeganie filmu uruchamia nieświadomość widza, która pełna jest archetypów, automatycznych wzorców postępowania i ocen, wywołujących emocje.

To wszystko powoduje, że „Monument” jest bardziej filmowym doświadczeniem uczestniczenia w ekranowym śnie, niż racjonalnym rozumieniem, tego co widzimy.
Aby jednak nie ustawić jednoznacznie tego filmu w kategorii „magicznych”, reżyserka i twórcy puszczają do nas oko na koniec, domykającą formalnie i znaczeniowo film pointą.
Bardzo ciekawe kino.
I dla psychologów i dla pasjonatów filmu, jeśli tylko wybierają się do kina otwarci na doświadczanie „X muzy’ wszystkimi zmysłami.

W ramach psychoedukacji zachęcamy do lektury artykułu o wpływie emocji na nasze życie:
http://psychologwlodzi.pl/po-co-nam-emocje-czyli-kilka-powodow-dla-ktorych-warto-czuc/

Do zobaczenia w kinie.

Seans Psychologiczny

Wieża. Jasny dzień: świadome i nieświadome w nas

19.04.2018

Dość długo zbieraliśmy się do podzielenia refleksjami o tym filmie.

Intuicyjnie czekaliśmy na niego z niecierpliwością, czytając pierwsze opinie, od negatywnych pt.„ale co to jest?”, po emocjonalne peany na cześć twórczyni: „bezkompromisowy głos nowej gwiazdy polskiego kina”.

Jeśli chce się ten film zrozumieć, ubrać w logiczne ramy, poszukać liniowej narracji i ciągu przyczynowo – skutkowego, to nie tędy droga.
Jagoda Szelc zabiera nas w świat kina, które nastrojone jest na odczuwanie, odbiór wrażeń zmysłowo i wsłuchiwania się w atmosferę, którą wywołują w nas poszczególne sceny, zmienna kolorystyka i kadrowanie, niepokojące nuty muzyki i silnie wybrzmiewające dźwięki przyrody.

„Wieża. Jasny dzień” nastraja już od pierwszego zdania otwierającego film: „w oparciu o przyszłe wydarzenia” wciągając świadomość i rozum w paradoks logiczny, konfuzję i niepokój. No bo jak można zacząć opowiadać o czymś co się jeszcze nie wydarzyło?

Prawdopodobnie trudno będzie Wam czytającym zrozumieć również to w jaki sposób próbujemy oddać nastrój filmu, nie chcąc jednocześnie opowiadać zbyt wiele o samej historii. Stanowi ona dla nas jedynie ramę do zadania sobie pytań: „Co wywołuje we mnie ten film?” „Jakie emocje odczuwam?”, „Gdzie w ciele są umiejscowione”, „Co na ekranie tak na mnie działa?”, „Co mi to mówi o mnie samym / samej?”.

Zachęcamy do stawiania takich pytań, ponieważ pełnometrażowy debiut Jagody Szelc jest dla nas zaproszeniem do wzięcia udziału w kinowym transie, obrazowej metaforze wypełnionej wieloma symbolami i archetypami kulturowymi. Jest symbolika rodziny i społeczeństwa, kryzysu zakrzywienia metafizycznego (kościół), zagłuszania intuicji (intensywny udział przyrody w filmie), walki pomiędzy potrzebą kontroli a jej oddaniem (postaci sióstr). Jest rodzinna tajemnica, są zwierzęta, oddziaływanie żywiołów a wszystko to ma swój niewypowiedziany wprost udział w budowaniu gęstniejącej atmosfery filmu, którą łamie scena finałowa, pozostawiając widza z.. no właśnie. Na to pytanie prosimy, aby odpowiedzieć sobie już indywidualnie.

„Wieża. Jasny dzień” to artystyczna wizja ujęta w konwencji filmowej, która w naszym odczuciu odwołuje się do nieświadomej mocy archetypów, wręcz pierwotnego, plemiennego mistycyzmu przyrody stojącej w opozycji w stosunku do racjonalnej i uporządkowanej kultury.
Na pewno jest to film dla zdecydowanie bardziej wrażliwego widza, który ceni w kinie mnogość interpretacji i jest w stanie poddać się nastrojowi, który kreuje twórczyni.
Jeśli kochany czytelniku lub czytelniczko masz w sobie duży pierwiastek kontroli i potrzeby rozumienia tego co widzisz, a mniej oddajesz się emocjom, wrażeniom i nie dopuszczasz do siebie tego, że nie wszystko da się objąć racjonalnym rozumem, a czasem po prostu trzeba emocjonalnie doświadczyć, to „Wieża. Jasny dzień” będzie dla Ciebie prawdopodobnie kinowym wyzwaniem.

Aby poczuć klimat filmu warto poszukać odniesień do kina Larsa von Triera, Davida Lyncha, Wima Wendersa, czy Toma Tykwera.
To artyści kina. Film Jagody Szelc wpisuje się w taką wrażliwość i jest to dla autorki w pełni szczery komplement z naszej strony.
Obejrzyjcie, doświadczcie i sami odpowiedzcie sobie na to co wywołuje w Was ten film.

Polecamy takie doświadczenie i wyprawę do kina.

Seans Psychologiczny
Do zobaczenia w kinie.