Ciemno, prawie noc: mroczna strona świata.

30.03.2019

Obejrzeliśmy „Ciemno, prawie noc” Borysa Lankosza, na podstawie książki Joanny Bator, o tym samym tytule i piszemy parę słów o tym frapującym filmie:

Duet książkowo – filmowy: Joanna Bator i Borys Lankosz brzmi arcyciekawie, a jednak po obejrzeniu filmowej wersji książki pisarki pozostaje niedosyt.
Wielowątkowa opowieść, mnogość postaci i pomieszanie linii czasowych nie jest łatwe do całościowego uchwycenia, a przynajmniej dla nas było to całkiem mobilizujące zadanie.
Być może jest to taki rodzaj filmu, który odkrywa się z każdą, kolejną emisją?


Na pewno świat wizualny wykreowany okiem kamery wciąga i jest mocną stroną filmu, choć lokalni patrioci z Wałbrzycha pewnie zadowoleni z takiej wizji miasta nie będą.
Zwraca jednak uwagę i przyciąga z jednej strony brzydota na granicy brawury, a z drugiej ujmuje baśniowość opowiadania obrazem i detalami wizualnymi. Dekoratorzy, eksperci od lokacji, charakteryzatorzy i kostiumografowie mogli tu pokazać co potrafią.

Dobrze ogląda się również epizodyczne postaci drugoplanowe i majstersztyki w wykonaniu: Romy Gąsiorowskiej, Aleksandry Koniecznej i Krystyny Tkacz.
Jednocześnie trudno jest nadążyć za dynamiką zdarzeń, a szczytowe przełamanie opowieści i finał wydaje się nazbyt skrótowy względem retrospektywnej części filmu.

O czym od strony psychologicznej jest „Ciemno, prawie noc”?

Dla nas jest to baśniowa opowieść o tym czym jest największe zło dotyczące tego, co można zrobić dzieciom, jakie oblicza ma okrucieństwo, jak nasza przeszłość odkłada się w nas czarnym cieniem, jeśli mamy to nieszczęście, że rodzimy się nie w tym czasie i nie w tym miejscu, co inni szczęśliwcy oraz co się dzieje, gdy nie przepracujemy swoich traum z przeszłości.
Tak, jak postaci z filmu Lankosza.
Jak mówi bohater – dyrektor sierocińca „Aniołek” grany przez Piotra Fronczewskiego w jednej z najbardziej poruszających scen w tym filmie: „Nie Ci co powinni mają dzieci” i dla tych poranionych, połamanych dzieci z ekranu życie pisze ciemne, prawie nocne i koszmarne scenariusze…

Pomimo wątpliwości co do konstrukcji filmu i sposobu opowiadania, „Ciemno, prawie noc” warto obejrzeć, ponieważ gatunkowo to solidna konkurencja dla mrocznych kryminałów rodem ze Skandynawii, do których już nas kino przyzwyczaiło.

Seans Psychologiczny: Agata Wilska, Robert Milczarek
Do zobaczenia w kinie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *